Strona Główna ˇ Biografia ˇ Teksty piosenek ˇ Artykuły, wywiady, recenzje ˇ Filmy, ksiązki... ˇ Dyskografia ˇ Festiwal im. Ryśka Riedla ˇ Galeria ˇ Forum ˇ Linki ˇ Kontakt
Nawigacja
Strona Główna
Biografia
Teksty piosenek
Artykuły, wywiady, recenzje
Filmy, ksiązki...
Dyskografia
Dżem 1979-1993 DVD
Festiwal im. Ryśka Riedla
Galeria
Forum
Linki
Symfonicznie
Kategorie Newsów
Kontakt
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 125
Najnowszy Użytkownik: qadro75
Ankieta
Ulubiona płyta live Ryśka z zespołem lub gościnna z jego udziałem

Dzień, w którym pękło niebo

Absolutely live

Lunatycy - czyli tzw. przeboje całkiem live

Wehikuł czasu - Spodek '92

Ostatni koncert - Ryszard Skibiński/Krzak

Super session - Skibiński/Winder

Live - Kasa Chorych

Live - Józef Skrzek

Koncert Live Jarocin - Martyna Jakubowicz

Inny...

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
Leszek Faliński
Miałem przyjemność przeprowadzić wywiad z byłym perkusistą Dżemu Leszkiem Falińskim.


-Jak zaczęła się Pana fascynacja muzyką rockową?
Leszek Faliński: Właściwie od dziecka około 4,5,6 lat/nie potrafię tego dokładnie sprecyzować/ fascynowały mnie dźwięki orkiestry dętej na żywo. Nawet czasem z wrażenia zdarzyło mi się uronić emocjonalne łzy. Dostawałem gęsiej skórki słysząc "rdzawe blachy" instrumentów dętych. Kiedy mój ojciec grał na fortepianie szczególnie wsłuchiwałem się w te bardziej mocne akordy. Nawet ucząc się gry na pianie z pierwszego podręcznika /potocznie-Klechniowska/ gdy byłem na tyle biegły w czytaniu nut szukałem tych bardziej "przeraźliwych" fragmentów.
W Klechniowskiej był wycinek z IX-tej symfonii.Matka się dziwiła, czemu akurat na takie utwory zwracam uwagę. Analizując to po latach stwierdziłem, że moje przyszłe muzyczne ego musiało zrodzić się na smutnych uroczystościach typu pogrzeby. Było ich wiele w dzieciństwie-łącznie z pogrzebem ojca/1966r./
Kiedy dorastałem wykryliśmy z rówieśnikami Radio "Luxemburg" Słuchając po nocach zacząłem kojarzyć usłyszane wcześniej dźwięki z tymi nadawanymi w radio. Słodkie piosenki podświadomie odrzucałem. Bardziej skupiałem się na tych nietypowych i "cięższych" w odbiorze. W tamtym czasie w wieku do 10 lat, gdy tylko miałem okazje zetknąć się z nagraniami na płytach plastikowych poznałem Bitelsów, Stonsów, Animalsów itp. To jednak nie było to, czego chciałem słuchać.
Bawiąc się z paletką naśladując gitarę lub bębnić na pudełkach wsłuchiwałem się w jednostajny rytm nagrań. Nie wiedziałem, co to jest, ale wchodziło mi to jakoś dziwnie do głowy. Prawdziwie doznanym szokiem było przesłuchanie po raz pierwszy Led Zeppelin-II, Jimy Hendrix-a, Stephenwoolf. Od tego momentu już wiedziałem, co chcę słuchać i co grać. Brat Tadek, będąc starszy o dwa lata wcześniej zetknął się ze środowiskiem gdzie można było odegrać muzykę z zachodu z za żelaznej kurtyny. Powstała radiowa "trojka" gdzie był sławetny Mini-Max i Mój magnetofon. Był bielszy odcień bluesa. Nadawano całe płyty. Była, więc możliwość poznania i kolekcjonowania, a w moim przypadku i analizowania muzyki.
To był rock. To był blues. To był blues-rock. To była psychodelica. Wreszcie to był rock progresywny. Przesłuchałem setki nagrań. Analizowałem brzmienia, aranże i stylistykę granych instrumentów w w/w gatunkach. Nie raz bolała mnie głowa, bo edukacje miałem intensywną. Było to potrzebne by kiedyś pisać już swoje utwory. Przełom lat 60/70-tych twierdzę, że był najlepszy dla muzyków jak i dla słuchaczy. W tym okresie wszyscy młodzi byli połączeni szczególnym więzem współzależności. Może to poluzowanie przez "komunę" dostępu do dóbr zachodnich, może idea hippisowska "Dzieci kwiatów", może pęd do wyrwania się ponad przeciętność. A może wszystko razem wzięte.

-Jak trafił Pan do Dżemu?
L.F: Mieszkałem w Tychach.
Dżem, czyli pierwotny Jam poznałem podczas ich występu. Miałem wówczas 16 lat. Wrażenie super. To była kapela, która przewyższała poziomem wiele miejscowych zespołów.
Nie poznaliśmy się osobiście, ale byłem ich w miarę wiernym słuchaczem. Ja w tym okresie wraz z bratem stawiałem pierwsze kroki z zespołem "Hades". Tadek starszy o dwa lata zawsze przecierał mi ścieżki biorąc mnie do różnych przedsięwzięć muzycznych. Byłem bardzo młody i niedoświadczony więc był pomocny w mojej edukacji. Kiedyś, kiedy grałem Live z "Hadesem" w Katowicach-Murckach przyjechał Rysiek Riedel i poprosił o pomoc bym zagrał tego samego dnia w Paprocanach z Jam-em. Zaskoczenie nieziemskie! Jam-owców znałem tylko z widzenia i słyszenia, a tu taka propozycja! Trochę nie było mi to "na rękę”, bo po każdym graniu zawsze jest "wesoło" towarzysko. Rysiek nalegał, a wyzwanie było bardzo duże. No może jeszcze okrutna trema. Przeważyło jednak to, że Rysiek wydał ostatnie pieniądze na taxi by przyjechać po mnie. No i zasiadłem za bębnami na scenie.
Emocje super! Strach i radość. Musiałem być mocno skoncentrowany, bo przecież grałem po raz pierwszy utwory, których nie bębniłem wcześniej. A co się stało? Swobodnie zagrałem na czuja. Opanowałem tremę i było fajnie!
To zadziwiło jak sądzę chłopaków i dostałem propozycje wspólnego grania na stałe.
Przyjąłem ją z entuzjazmem. Hades i tak był w rozsypce.
To był ważny dla mojej edukacji muzycznej okres. Dużo mnie nauczyli muzycznie, ale i towarzysko. Jednak z czasem coś zaczęło zgrzytać. Możecie sobie wyobrazić sytuacje jak na próbach starsi ode mnie o osiem lat Paweł i Beno mówili mi ciągle ćwicz, a oni popijali piwo. Ja jako niesforny młokos nie bardzo to odbierałem. Czasem miałem wrażenie, że już lepiej sobie radzę w sekcji rytmicznej niż Beno. Było tak, że grałem pod bass i było dobrze, ale gdy Beno miał grać pode mnie to już coś było nie tak w sekcji. To jak na zasadzie uczeń przerasta mistrza. Po latach kładę tą kwestie na karb mojego dojrzewania.
Ogólnie to wspominam ten okres pozytywnie i z radością.

-W jakich okolicznościach poznał Pan Ryśka Riedla?
L.F: W zasadzie opisałem to odpowiadając na poprzednie pytanie.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem i usłyszałem "JAM" to Rysiek był drugim wokalistą. Głównym był Paweł. Byłem kiedyś na innym zamkniętym ich graniu w "Domu Górnika" /Tychy oś. A/ Tam pierwszy raz pogadaliśmy w przerwach pomiędzy "setami" - blokami muzycznymi. Pamiętam gadaliśmy o rock bluesie w wykonaniu Free, Bad Company, Allman Brothers Band./Tych ostatnich nie słyszałem, więc usilnie szukałem tej płyty. Kiedy znalazłem to doszedłem do tego o co chodziło Ryśkowi. To jest ważne zagadnienie związane z "moim" Dżem-em./
Zbliżyliśmy się, bo czuliśmy w muzie to samo. To zaowocowało później.

-Mówił Pan, że na koncercie w Jarocinie ’80 zagraliście z Dżemem utwory „Paw” i „Aga” (dzisiejsza „Słodka”) w ogóle w innym wykonaniu. Jak wyglądały w zarysie te utwory?
L.F: Coś nie tak! Nie wszystko w pytaniu jest zgodne z rzeczywistością.
W Jarocinie zagraliśmy 5 utworów: Whisky, Taniec Śmierci, Aga, Paw, Słodka.
W "Taniec Śmierci "- wykorzystaliśmy tekst z mojego utworu, który z Ryśkiem zrobiliśmy niezależnie-tylko dla siebie jako inny alternatywny materiał.
"Aga" to utwór Adama i był wiernie zagrany w Jarocinie.
"Paw" to był mój utwór zrobiony w konwencji Allman Brothers Band. Pierwsza część szybka z nietypowym rytmem przechodząca w druga część jako blues. Kiedy odszedłem to wykorzystano tekst do obecnego-aktualnego Pawia.
"Słodka" to był mój utwór zupełnie inny jak aktualny. Również był zrobiony w konwencji Allman Brothers wykonywany w średnim tempie.
Dodam, że to Allmanowskie podejście "mojego" Dżem-u było zauważone przez organizatorów Jarocina jak i media. Tak graliśmy za moich czasów. Z Ryśkiem chcieliśmy być taką kapelą. Jeśli ktoś zna Allman to wie, że ich wokalista Gregg to wypisz wymaluj cały Rysiek albo raczej odwrotnie, jak kto woli. Bardzo podobna barwa, skala głosu a szczególnie frazowanie-czyli rytmiczne modelowanie linii melodycznej. Nie wspomnę super umiejętność improwizowania podczas śpiewania.

-Jak wyglądał „legendarny” obóz KMP w Wilkasach i program tej imprezy, od którego fani Dżemu uważają za początek historii zespołu?
L.F: Swego czasu mieliśmy próby z bratem i innymi muzykami w Klubie "Ta Torach"
W Katowicach-Piotrowicach . Ówczesny Dyrektor Młodzieżowego Centrum Kultury zaproponował nam wyjazd do Wilkas na obóz w charakterze zespołu na potańcówki. Musieliśmy jednak zdeklarować się ,że jedziemy też szkoleniowo. Ten akurat turnus miał integrować i szkolić warsztatowo młodych artystów /amatorów/jednak nie muzyków. Takiej "ekipy" po za nami nie było .Zgadaliśmy się z Tadkiem i Ryśkiem, że jedziemy. Pogadaliśmy z Adamem i Jasiem Kuszyńskim. Wyrazili aprobatę. Z Ryśkiem do tej pory poza wcześniejszymi konfiguracjami z JAM-em spotykaliśmy się w domu przy pianie. Była, więc okazja zadziałać twórczo z całym bandem.
Pojechaliśmy tam ze sprzętem pociągiem. Afera!!!
Dostaliśmy domek drewniany, ale niewykończony /to istotne, ale o tym później/.
Uczestnicy obozu byli ujęci w pewne ryzy organizacyjne typu apele poranne, wieczorne, zajęcia w grupach, wspólne posiłki, wędrówki gdzieś tam, itd.
Myśmy byli na odrębnych prawach przy założeniu, że obowiązuje nas cisza nocna i zakaz spożywania alkoholu. O narkotykach nie wspominano. Zresztą nikt nie brał. Nadążyła się niesamowita okazja by być i ćwiczyć na okrągło, a za tym cementować się muzycznie i towarzysko. Zakwitła myśl o zawodowym bandzie.
Co do tej idei byliśmy jednomyślnie zgodni tym bardziej ,że w Polsce amatorzy mieli coraz więcej możliwości zaistnienia na rynku zawodowym.
Zrobiliśmy dość szybko dwa programy. Cowerowy i instrumentalne pierdoły "ala dancing". Z konieczności musiałem grać na klawiszach. Równolegle, a może więcej poświęcaliśmy czasu na swoje utwory. W zasadzie to opracowywaliśmy je od początku. Każdy miał tysiące pomysłów. Gdy już mieliśmy dość to szliśmy się wykąpać lub do baru na piwo. Przemycaliśmy dość dużo alkoholu do obozu.
Tadek z Ryśkiem zacieśnili koleżeństwo, co było potrzebne do współpracy. Po kilku dniach byliśmy jednomyślni we wszystkim. Byliśmy razem i graliśmy razem. Mieliśmy wszystko, co niezbędne by zawodowo ugruntować band. Koncertowaliśmy gdzie się dało: na statku, objeżdżaliśmy pobliskie miejscowości, no i w samym obozie. Powstawały utwory, które później graliśmy jako program Dżem.

-Jak wyglądały próby Dżemu? Jak często Rysiek pokazywał się na nich i w jakim stopniu miał wpływ na muzykę tworzoną na nich (wiadomo, że tekściarzami był Rysiek, Gayer i „Filo” Galaś)?
L.F: Oj! to zależy gdzie one były!
Opisze w "ORIM" Katowice. Był to mały barak opalany piecem. Mało miejsca, ale akustycznie w miarę dobry. Trzeba było dojeżdżać autobusem i tramwajem z Tychów/Ja i Rysiek/.Adam z Tadkiem tylko parę przystanków. Jurek, który doszedł miał najdalej. To o tyle istotne, gdy ktoś po prostu nie zjawił się na próbie.
Tu musze wspomnieć, że Rysiek był w tym nad wyraz gorliwy. To oczywiście wprowadzało trochę zamętu w stosunkach między nami. Obowiązek uczestnictwa na próbie dotyczył wszystkich. Ja nawet wprowadziłem by nawet nie odwoływać raz ustalonego harmonogramu. To zaś wpływało na współprace z Jurkiem. Ten często zmieniał terminy. Zresztą wspomnę, że Jurek grał dancingi czy zwykłe chałtury gdzieś w Krakowie. Rysiek jak zatrybił z "imprezami" to wsiąkał na kilka dni i nie było z nim w ogóle kontaktu. To było naszą zmorą.
Co do wpływu Ryśka na muzę to był przeogromny. W zasadzie pilnowaliśmy się wszyscy co do stylu typu Allman Brathers Band ale szczególnie Jurek ,a za nim Tadek uciekali od tego założenia. Rysiek i ja byliśmy wyczuleni na ten klimat.
Adam z powodu swojej osobowości mało się odzywał, trzeba go było "ciągnąć za język". Od Adama nawet trzeba było "wyciągać" pomysł na utwór/a miał ich wiele/. Ja z Ryśkiem robiliśmy zarysy u mnie w domu przy pianie. Samodzielnie też opracowywałem swoje utwory, lecz miałem kłopot je przekazać na próbie /brak klawisza/ więc czyniłem to śpiewając i opisując nutami co i jak ma być w aranżu. Dla przykładu tak powstały moje utwory grane w Jarocinie.
Kiedy miałem dostęp do piana /próby w Teatrze Małym w Tychach/ to zrobiliśmy np. "Jesiony"
Jurek był bardzo twórczy ale tonowaliśmy go bo szedł w innym kierunku. Jeszcze nie nie okrzepł w naszym stylu, a już wprowadzał nowe elementy.
Przy udziale pozostałych członków korygowaliśmy brzmienie i ogólny układ jego kompozycji. Tadek miał kilka fajnych pomysłów. Jeden z nich wykorzystaliśmy w Whisky. Tu nadmienię, że brat powinien być współautorem tego hitu. Niestety "zapomniano" /nowy Dżem/ go wpisać jako współautora.
Rysiek mimo wszystko był najważniejszą muzyczną postacią w bandzie. Raz ,że wokal miał nie typowy i potrafił frazować ,a dwa ,że za każdym razem gdy graliśmy jakieś pomysły to budował linie wokalu. To było wspaniałe i pozwalało zachować nasz "klimat". W zasadzie stawał się współautorem prawie każdego utworu. Co do tekstów to Rysiek starał się zachować swoisty klimat by współgrał z muzyką. Notował sobie byle gdzie zdania-wersy, które później wykorzystywał. Wydaje mi się, że i "Filo" i "Gajer" mieli wpływ na to, co pisał.
Oboje byli wykształceni lub kształceni /w trakcie początków Dżem-u/ natomiast Rysiek był tylko oczytany. Spędzali wiele czasu razem więc musieli o tekstach rozmawiać. Ja i pozostali z założenia nie mieszaliśmy się do literackiej strony bandu, chociaż czasem zdarzało się przy piwie omawiać te kwestie.

-Czy mógł by Pan nam opowiedzieć jakąś anegdotę związaną z Dżemem, Ryśkiem, którą mile Pan wspomina albo w ogóle nie chciałby Pan żeby ona była.
L.F: Może zacznę tak.
1. Będąc w Wilkasach często w godzinach późno wieczorno-nocnych popijając piwo albo wina o swojskiej nazwie "Wigraszek" straszyliśmy obozowiczów. Kiedy wszyscy spali no i obowiązywała cisza nocna ja grałem ufologiczne dźwięki, a Rysiek przez mikrofon wydawał też jakieś dziwolągi. Rano na apelu mówiono o tym, ale nie doszli do tego, kto co i jak.
2.Również w Wilkasach wspomniany nasz niewykończony Camping na werandzie miał ulokowaną, wanne łazienkową. Rysiek często z samego rana przesiadywał w niej i grał na harmonijce. W niej też pisał teksty. A tak w ogóle Ci, którzy znają Pudla naszego technicznego /był w filmie dokumentalnym o Ryśku/ to mogą sobie wyobrazić, co się mogło dziać na tym obozie. Wszyscy nieźle popijaliśmy, więc gadki były "światowe"
3.Próby przed Jarocinem w Teatrze Małym. Możecie sobie wyobrazić Jurka, kiedy podczas grania utworu ogląda mecz piłkarski? Obie te czynności wykonywał z zaangażowaniem, a grał bez pomyłki. Kiedy tylko był jakiś mecz, a mieliśmy w tym czasie próbę to pojawiał się z małym telewizorem.

-Najciekawsze teksty Ryśka powstawały w tym wczesnym okresie około roku 1980. Czy był Pan może świadkiem jak powstawał jakiś tekst? Czy może Pan coś powiedzieć na temat inspiracji Ryśka?
L.F: Powiem tak: Nie toleruję narkotyków i ludzi w tym stanie.
Rysiek za mojej kadencji, kiedy nie był uzależniony śpiewał lepiej i pisał teksty inaczej. Co do inspiracji Ryśka to mogę potwierdzić to co już zostało napisane wszędzie z małą uwagą. Otóż muzyka o korzeniach północno-amerykańskich, a ściślej rockowo-bluesowa wymaga swoistej konwencji w warstwie tekstowej. Rysiek doskonale z tego zdawał sobie sprawę i to bardzo dobrze czynił. W swoim życiu przechodził wiele, a więc miał bezpośredni kontakt i doświadczenie z tego rodzaju tematami do tekstów. Miał ponoć swój świat i nie dopuszczał do niego innych. Poprzez teksty starał się pokazać jak naprawdę żyje. A czy tak było?
To było dla mnie dość dziwne, bo podczas picia szlachetnych trunków wydawał się być normalny w myśleniu. Każdy z reguły coś tam z siebie uzewnętrzni z głębokiej świadomości. Rysiek nic nie mówił inaczej ponad to jak normalny człowiek w takim stanie. Raczej był jak wszyscy, czyli wesoły i dowcipny.
Kiedyś myślałem, że tworzy sobie fikcje literacką i dopasowuje się w życiu do niej. I teraz myślę, że taka była właśnie prawda. On żył jak by w sprzeczności do opinii wyrażanej o nim. To jak by chciał być bohaterem na podstawie wystawianej mu cenzurki, wykreowanego scenariusza. Nie wiem, kto miał większy wpływ Dostojewski czy Witkacy.

-Oprócz utworów dobrze później znanych wszystkim powstał utwór "Mama" z tekstem Ryśka i muzyką Pana. Był on utrzymany w stylu Genesis/Yes. Czy tekst, który tam umieścił Rysiek można było później usłyszeć w jakimś innym utworze? Dlaczego zrezygnowaliście z grania tego utworu i nie został nigdzie zarejestrowany?
L.F: Mama powstała u mnie w domu. Zagrałem go Ryśkowi, a on ni stąd ni z zowąd zaśpiewał "rybką" /pseudo-angielski/ Napisał później tekst i został w archiwum. To wcale nie w stylu Yes czy Genesis. To smutna ballada. Nie graliśmy tego utworu jak wiele moich innych, bo nie mieliśmy w składzie klawiszowca. To samo dotyczy "Jesionów" tyle, że ten utwór grany jest do dzisiaj, bo następne składy Dżem-u miały piano. Co do symfonicznego stylu to powstał mój utwór o nazwie "Taniec Śmierci" Przy czym tekst wykorzystaliśmy później do utworu Jurka.

-J. Skaradzinski opisuje jak Rysiek przychodził do Państwa mieszkania i razem przy pianinie komponowaliście.....Pisze również, że Pańska Mama już wtedy z uznaniem wyrażała się o Nim. Czy mówiła, dlaczego tak uważa?
L.F: O! Tak! Przede wszystkim dużo graliśmy. Rysiek "szlifował" kunszt grania na harmonijce ja gry na pianie. Przerabialiśmy bluesowe frazy, tworzyliśmy nowe zagrywki. Była to analogia do sposobu przeprowadzania prób z zespołem. Otóż! Zawsze na początku każdy z nas się rozgrywał to tak jak na rozgrzewce sportowca. Potem graliśmy na luzie, czyli nabicie rytmu lub zagranie jakiejś frazy i reszta dołączałaby tak grać przez jakąś godzinę. To powodowało, że zgrywaliśmy się i wyczuwaliśmy się nawzajem. To było niezbędne podczas koncertów.
Wspomniałem, że nasza muza miała charakter czysto amerykański, więc musiało być dużo improwizacji podczas grania zaaranżowanego przecież utworu.
Dynamika i emocje rodziły się na żywo, przez co nasze utwory były zawsze "inne" na koncertach. To samo dotyczy pracy w domu, czyli luźne granie, a potem konstruowanie utworu. Z Ryśkiem było fajnie, bo zaraz "łapał" frazy i śpiewał czy grał. Kiedy mieliśmy już dość bluesa to przedstawiałem mu swoje koncepcje utworów tych zupełnie z innej "bajki". Za każdym razem, gdy śpiewał je byłem zafascynowany, że może coś takiego powstać. W tamtych czasach taka "muza" ta moja "muza" nie mogła się przebić, bo nie miałem zwolenników w swym otoczeniu. Po za Ryśkiem oczywiście, ale też był sceptykiem w tej materii, bo zaraz padało pytanie:, z kim i gdzie? Na marginesie dodam, że po wielu latach chcieliśmy wrócić do muzyki bardziej złożonej. Niespełna rok przed śmiercią Ryśka byłem na koncercie Dżem-u w Zabrzu. Dotarłem do ich garderoby. Pierwsze nasze słowa /poza przywitaniem/ to były pytania, co robisz i czy coś zrobimy razem. To był czas /jak wiemy z mediów /, że nie bardzo się działo w relacji Rysiek a pozostali z Dżem-u. Był to, więc dobry czas na zapoczątkowanie nowej ery w karierze Ryśka. Ja w tym czasie muzę traktowałem z czysto kompozytorskim zacięciem. Nie angażowałem się zawodowo na scenie. Jednak we mnie "siedziały" dźwięki, które gdyby zrealizować zespołowo to wówczas przestawiłbym się na sceniczny kierunek. Rysiek załapał temat no, ale jego delikatnie mówiąc "używki" pokrzyżowały plany. Szkoda!!!
Co do wątku relacji mojej matki z Ryśkiem to powiem tak:
Rysiek był wrażliwym młodym facetem, który wiedział jak się zachować u kogoś w domu ,a zwłaszcza wobec starszych ludzi. To się dało od razu odczuć. Był przy tym elokwentny miły i uśmiechnięty. W sytuacji, gdy w domu słyszy się muzykę graną na żywo, a przy tym słysząc wspaniały głos to każdy byłby zachwycony i dumny, że jego syn /w moim przypadku/ przyjaźni się z takim człowiekiem.
Tu dodam, że relacje moja mama a Rysiek były te same jak Ryśka mama a ja.

-O jakich jeszcze książkach Rysiek z Panem rozmawiał?
L.F: Ja raczej nie byłem w tej materii dobry. Molem książkowym też nie zostałem.
Moje życie to podwójne szkoły i ćwiczenie na dwóch instrumentach. A kiedy już grałem gdziekolwiek zespołowo to już w ogóle nie miałem na nic czasu. Lektury szkolne przeleciałem byle jak i to ze skryptów. No nie! Miałem krótki okres w swoim życiu, kiedy "przeleciałem" bibliotekę po ojcu.
Z Ryśkiem trochę przy piwie gadaliśmy na temat literatury, a przyznam, że starałem się uciec od tego tematu. Bardziej pociągała mnie filozoficzna /ha ha jak to brzmi/ część tych rozmów. To jak okazało się później - to moja drugie, jak że niedoskonałe w moim wydaniu zainteresowanie.
Rysiek operował przykładami z książek ja tylko swoimi wywodami.

-Dziękuję serdecznie za wywiad.

http://www.falinski.com.pl/

(rozmawiał: Kaczka)

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

niech_powroca
16/03/2015
smileysmiley https://www.youtube.com/w
atch?v=8Oz_6tPfE3c


niech_powroca
27/01/2015
kaczka6661 właśnie pamiętam, że oglądałem to na koncie o podobnej nazwie. Nie masz może gdzieś tego nagrania? Zależy mi na nim dość mocno, od dawna go szukam, po tym jak właśnie usunęli Twoje konto. P

kaczka6661
27/11/2014
tak, to bylo kiedys na moim koncie na Youtubie, ale mi niestety go usuneli. w prywatnych skrytkach tylko znajdziesz smiley

niech_powroca
07/11/2014
Hej. Gdzie dostanę nagranie z sesji do Najemnika? Szukam wszędzie. Było niegdyś na Youtube, ale konto autora usunięto...Teraz wyszukuje jedynie utwory "Powiedz mi mała" oraz "czarny chl

Gola--22
25/09/2012
Masterior- zależy jak kto robi, liczy się na pudłka zapałek, rodzaj, wielkość, różnie.za twarz -ja dawałam 150zł

Gola--22
25/09/2012
DZIEKI BARDZO!!! POZDRÓWKI>

Masterior
17/09/2012
witam, jestem bardzo zainteresowany orientacyjną ceną wykonania takiego tatuażu smiley http://img697.imageshack.
us/img697/2574/3cc74e6dd7
.jpg


kaczka6661
15/09/2012
wrzucone

Gola--22
12/09/2012
Czy doszedł mail z fotką?

Gola--22
09/09/2012
OK PRZESŁAŁAMsmiley DZIĘKI

Archiwum

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl